Toniemy w długach

Toruń zalicza się do ścisłej czołówki najbardziej zadłużonych polskich miast w przeliczeniu na mieszkańca. Kredyty będą spłacały kolejne pokolenia.

Aktualnie każdy z nas, torunian obciążony jest długiem miasta na kwotę 4 208 zł. Gorzej pod tym względem jest tylko we Wrocławiu – 4  405 zł i Lublinie – 4 244 zł. W pozostałych dużych ośrodkach przeważnie nie przekracza 3 tys zł.

Jak do tego doszło, że przodujemy w tej niechlubnej statystyce? Czy jest to efekt nieroztropnej, inwestycyjnej gigantomanii. Od razu nasuwają się też skojarzenia z greckim scenariuszem i innymi państwami, które ucierpiały w wyniku tzw. Kultu Cargo. A cóż to takiego?

Otóż w czasie II Wojny Światowej Amerykanie założyli na Pacyfiku na nietkniętej cywilizacją wyspie bazę lotniczą. Po jakimś czasie okazało się, że tubylcy zaczęli budować z bambusa i liści palmowych swoje “lotnisko”. Powstałą wieża kontroli lotów, hangary jak i same samoloty. Tubylcy wierzyli, że jeśli skopiują bazę amerykanów, to będzie się im wspaniale powodzić – tak jak przybyszom zza wielkiej wody.

Podobny zjawiska zauważa się niekiedy w zacofanych krajach i miastach. Zadłużają się one na potęgę, aby wizualnie upodobnić się do bardziej rozwiniętych ośrodków. Powstają zatem galerie sztuki, stadiony, hale kongresowo-koncertowe itd. Pieniądze przeznaczane są na te pozorne symbole sukcesu zamiast na wspieranie gospodarki, innowacyjności itp. Tak właśnie pogrążyła się Grecja. Aktualnie zjawisko to można obserwować w Kazachstanie W tym niezamożnym kraju dziesiątki miliardów dolarów idą na rozbudowę stolicy noszącej nazwę dyktatora Nursułtan (dawniej Astana).

Pytanie czy także my torunianie chcemy być jak owi tubylcy z Pacyfiku, którzy chcieli upodobnić się do potężnych przybyszy, ale nie wiedzieli jak. Czas przemyśleć, czy strategia inwestycyjna w naszym mieście w odpowiednim zakresie uwzględnia prorozwojowe projekty.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *