Toruńska gwara

Przyjezdnych zwykle wprawiają w zdumienie słowa jo i ni tak bardzo popularne wśród rdzennych torunian

Kuba, 19 latek z Wielkopolski w tym roku rozpoczął studia w Toruniu. – Byłem w lekkim szoku stale słysząc na ulicy jo, ni lub toć – mówi.W miastach raczej się już tego typu słów nie słyszy. Prawdę mówią takie specyficzne formy to już nawet na wsi jest rzadkość. Zdumiewało mnie też, że można prowadzić konwersację przy zastosowaniu tak ograniczonego zasobu słów – dodaje.

Dlaczego ten leksykalny minimalizm może tak zadziwiać przyjezdnych? Ano stąd, że początkowo nie są oni w stanie wychwycić jakim semantycznym bogactwem torunianie nasycają np. proste  „jo” stosując odpowiednią intonację, powtórzenie (Jo, jo), lub dodatkowe słówko (A jo, No jo). W zalezności od wariantu „jo” może zatem oznaczać potwierdzenie, powątpiewanie, zdumienie, zadowolenie , zrozumienie przekazu, a to jeszcze pewnie nie wszystko.

Z czasem przyjezdni zaczynają jednak rozróżniać te wszystkie niuanse i sami zaczynają się posługiwać tak charakterystycznymi dla naszego miasto słowami.